Well-dressed mind

Moda nie wyklucza myślenia.

Wpisy

  • czwartek, 17 stycznia 2013
    • Stay vintage!

      Też tak macie, że na hasło np. 1993 rok myślicie: „Aha, to 10 lat temu.” ? Ja tak mam. Dziwnym trafem zapominam o istnieniu jednej dekady. Mój mózg wymazał lata od 2000 do 2010 roku. To osobliwe zakrzywienie czasoprzestrzeni szczególnie dotkliwie odczuwam, gdy do firmy w której pracuję, zatrudniane są osoby urodzone np. w 1990 roku. Z miejsca zaczynam się zastanawiać czy ten wszechobecny kryzys aż tak wpłynął na politykę kadrową naszej firmy, że w celu uniknięcia odprowadzania składek do ZUS zaczynamy zatrudniać młodzież gimnazjalną? Dopiero po chwili zastanowienia i skomplikowanych działań arytmetycznych dochodzi do mnie, że ten młody człowiek to nie żaden smarkacz, a raczej normalny 23-latek, który studiując, postanowił też nabyć doświadczenie zawodowe.

      Przeczytałam kiedyś, że kategoria „vintage” odnosi się do wszystkiego, co jest starsze niż 20 lat. Jeśli to prawda, to ubrania pochodzące z początku lat 90-tych są już vintage! To przerażające! Do tej pory vintage było to, co wyciągałam z szafy mamy lub babci. Lekko przykurzone, pachnące naftaliną, ale pełne wspomnień. Teraz wystarczy sięgnąć do własnych ciuchów z podstawówki i voila! Gabarytowo nie zmieniłam się tak bardzo, więc gdybym swego czasu miała łeb na karku i więcej wiary w przekonanie, że „moda wraca”, dziś mogłabym być królową, ba cesarzową hipsterów.

      Pamięć ma to do siebie, że działa wybiórczo. Wspomagam się więc zdjęciami sprzed 20 lat i co widzę? Klub Wesołego Dresa. Dres nosili wtedy wszyscy! W różnych konfiguracjach. Jeśli sama bluza, to zestawiana z getrami, koniecznie we wzory. Dla hardkorów były dresy z kreszu – dziś obiekt westchnień każdego szanującego się hipstera. A jeśli nie dres, to obcisłe, elastyczne spodnie zwane gumkami lub jeansy o tureckim kroju, który dziś zwiemy chinosami. Do tego obowiązkowo wiązane tenisówki na cienkiej podeszwie. Popularne były także kurtki jeansowe (ach, prezent od Cioci z Ameryki!) oraz swetry w dziwne wzory (zwierzątka, serduszka, itp.) Czy to brzmi jak vintage? Raczej jak elementy kolekcji DIVIDED w H&M. I żeby było jasne, nie mam nic przeciwko powrotom w modzie. Modowe deja vu bardzo lubię i nawet fajnie jest móc sięgać po swoje dawne ciuchy ( o ile się w nie mieścimy;) . Tylko błagam, nie nazywajmy ich vintage, bo czuję się staro!

       

      Przesłanie znalezione na jednej z krakowskich ulic.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Stay vintage!”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      well-dressed_mind
      Czas publikacji:
      czwartek, 17 stycznia 2013 14:43
  • środa, 09 stycznia 2013
    • Alternatywne ikony mody #1

      W czasach gdy jeszcze chętnie i intensywnie przekopywałam się przez blogi modowe różnej maści, dość często napotykałam temat tzw. ikon stylu. Od przykładów oczywistych, należących do gatunku klasyki (Jackie Kennedy, Audrey Hepburn), aż po współczesne, niekoniecznie podzielane przeze mnie wybory (Rihanna, Alexa Chung). Wszystkie łączyła jedna cecha: oczywistość.  Postanowiłam podjąć wyzwanie i stworzyć listę alternatywych ikon mody, przykładów ludzi, którzy gdy mowa o stylu i inspirowaniu innych, nie przychodzą na myśl w pierwszej kolejności. Zaczynamy! Dziś alternatywna ikona stylu nr 1 – Patti Smith.

      Jej  dorobku artystycznego przypominać nie wypada. Od lat uważana jest przecież za jedną z najważniejszych kobiet w historii muzyki. Jednak jej powiązania z modą nie są tak oczywiste, a na pewno nie są wystarczająco doceniane.

      Znaki rozpoznawcze: męskie koszule, t-shirty,  obszerne marynarki i kurtki, do tego niedbale rozpuszczone włosy, czasem krawat lub kapelusz. Jeśli kolory – to ciemne. Jeśli wzory – to tylko paski. Niebanalna uroda Patti Smith i przekonanie, że „ograniczanie się do cech typowych tylko dla jednej płci wieje nudą” sprawiło, że szybko stała się królową androginicznego looku w rockowym stylu. I choć pionierami zacierania w modzie granic między tym co męskie i żeńskie byli Coco Chanel i Jean Patou, to dopiero w latach 70-tych styl ten zaczął zdobywać rzesze naśladowców. I duża w tym zasługa Patti Smith.

      Pytana o swój stosunek do mody otwarcie mówi, że nigdy nie była zainteresowana  tym  co ludzie myślą o jej wyglądzie. I przeglądając jej zdjęcia istotnie można się na to złapać. Patti Smith - chodząca apoteoza niedbałości , sprawiająca wrażenie, jakby modę miała w najgłębszym poważaniu. Ale to pozory…

      Już od najmłodszych lat zaczytywała się Vogue i Harper’s Bazaar. A że pochodziła niezamożnej rodziny, to na wypatrzone w magazynach mody skarby , polowała w nowojorskich second handach. Sympatia do sklepów z używaną odzieżą i placówek Armii Zbawienia została jej do dziś, co nie przeszkadza jej zupełnie w noszeniu kurtek i swetrów Armaniego i Versace (oczywiście modeli mocno oversize).  Romansów z wielką modą to nie koniec. Patti Smith od lat przyjaźni się  Ann Demeulemeester, z którą jakiś czas temu stworzyła dwie kolekcje. Pierwsza to 'Woolgathering'  (wiosna/lato 2000), a jej tytuł został zaczerpnięty z krótkiej powieści Smith napisanej w 1992 roku. Na zwiewnych, jedwabnych i tiulowych sukienkach oraz t-shirtach Demeulemeester umieściła fragmenty powieści, a Smith uświetniła pokaz odczytując wybrane części książki.  Druga wspólna kolekcja ujrzała światło dzienne w 2006 roku i tym razem poświęcona była modzie męskiej. Składały się na nią głównie oversizowe płaszcze, aksamitne marynarki i skórzane spodnie. Czyli to czym sama Patti Smith by nie pogardziła.  Współautorka kolekcji i tym razem pojawiła się na wybiegu. W towarzystwie gustownego klarnetu:)

      Swój styl Patti Smith podsumowuje prosto: „Biorę trochę od Keith’a Richardsa i dużo więcej z Boba Dylana”. Mimo umiłowania do niedbałości, oversize’ów i spodni (nie wiem skąd to powszechne określenie Bob Dylan w spódnicy;) ), w jednym z wywiadów Smith zdradza w sekrecie, że uwielbia suknie balowe – za ich krój, architekturę i fakt, że najczęściej są owocem ciężkiej pracy wielu osób. 

      Styl Patti Smith od zawsze znajdował wiele naśladowców i stanowił źródło inspiracji dla projektantów. Wystarczy wspomnieć o kolekcjach Christophe Decarnin dla Balmain czy Limi Yamamoto. Jednak jej wpływ na modę widoczny jest nie tylko na wielkich wybiegach, ale także w codziennych stylizacjach. I to nie byle kogo. Wystarczy jedno spojrzenie na look Emmanuel Alt, Kate Moss czy Charlotte Gainsbourg by zrozumieć, że ten jakże prosty, pozornie niedbały i mocno maskulinistyczny styl może zachwycić i być interpretowany na różne sposoby. A rosnąca popularność oversizów, boyfriend fasonów i mody unisex pozwala wysnuć wniosek, że Patti Smith nie straci szybko tytułu alternatywnej ikony stylu.

      

      Emmanuel Alt

      Emmanuel Alt

      Kate Moss

      Charlotte Gainsbourg


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Alternatywne ikony mody #1”
      Tagi:
      Autor(ka):
      well-dressed_mind
      Czas publikacji:
      środa, 09 stycznia 2013 14:57
  • poniedziałek, 31 grudnia 2012
    • Noworoczne postanowienia, czyli i tak nic z tego nie wyjdzie;)

      Ludzie dzielą się na tych, którzy nie robią noworocznych postanowień wiedząc, że nic z tego nie wyjdzie i tych, którzy je robią, choć też wiedzą, że nic z nich nie wyjdzie.

      Mimo wszystko, to już pewna tradycja, więc poniżej moja lista postanowień z kategorii modowej:

      1. Kupować mniej ciuchów.
      2. Kupować mniej ciuchów w sieciówkach, a więcej ubrań dobrej jakości, nawet za wyższą cenę.
      3. Częściej robić remanent w szafie i pozbywać się wszystkiego, czego już nie noszę.
      4. Nosić mniej czerni.
      5. Nosić częściej szpilki.
      6. Przeczytać wreszcie biografię Coco Chanel autorstwa Lisy Chaney.
      7. Zabrać się za profil bloga na fejsbuku
      8. …no i częściej wrzucać posty na bloga:)

       

      A Wy macie jakieś postanowienia czy zbyt dobrze znacie możliwości swojej silnej woli? Tak czy inaczej życzę Wam wspaniałego, nowego roku!

       

      Aha, punkt numer 7 już powoli się realizuje, więc możecie lajkować, komentować i co tam jeszcze chcecie:)

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      well-dressed_mind
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 31 grudnia 2012 14:33
  • czwartek, 22 listopada 2012
    • Detox

      Miało być o czym innym, ale wiadomość, która wczoraj obiegła większość serwisów informacyjnych, powaliła mnie na łopatki i nie mogę przestać o niej myśleć. Dla przypomnienia: Greenpeace pobrał próbki ubrań sprzedawanych przez popularne na całym świecie firmy odzieżowe i poddał analizie materiały, z których zostały uszyte. Chodziło głównie o t-shirty, spodnie i bieliznę. Wyniki analizy okazały się dość przerażające. W około dwóch trzecich ze 141 próbek wykryto etoksylaty nonylfenolu (NPE), czyli substancję która w wyniku długotrwałego kontaktu ze skórą może powodować bezpłodność. Co więcej, w kilku próbkach znaleziono także barwniki rakotwórcze. I teraz najlepsze. Wśród badanych marek były między innymi Calvin Klein, Levi's, GAP, Esprit, Diesel, Only, Vero Moda, Benetton, Emporio Armani, ZARA, Mango, Puma, Nike, Adidas, H&M, M&S, C&A.

      Znacie? Znamy! Nosicie? Nosimy!

      W tej sytuacji od razu nasuwa się pytanie jaka jest alternatywa? Gdzie ktoś taki jak ja ma kupować ubrania? Przyznaję, że nigdy nie było to zadanie proste. Pojawiały się pytania o jakość i wytrzymałość ubrań i samych tkanin, a także wątpliwości etyczne ( ta przerażająca wizja słodkich, małych chińczyków wykorzystywanych do pracy w fabrykach). Nigdy jednak punktem odniesienia nie było moje własne zdrowie!  Do tej pory stojąc przed decyzją zakupową  każdy kierował się swoją własną listą kryteriów, zależną od świadomości i podejścia do mody. Jedni chcieli żeby było modnie i/lub markowo, inni - oryginalnie i nietuzinkowo. Jednym zależało na cenie, innym na jakości ubrań. Dla niektórych nade wszystko liczyła się etyka, wzgląd na środowisko naturalne i szacunek wobec ludzi pracujących przy procesie tworzenia ubrań.  Dziś lista tych kryteriów wzbogaciła się o kolejną pozycję - bezpieczeństwo używania.


      Finał historii o badaniach przeprowadzonych przez Greenpeace również nie nastraja optymizmem. O ile część firm wyraziła skruchę i zapowiedziała wprowadzenie istotnych zmian w procesie produkcji odzieży (m.in. Puma, Nike, Adidas, H&M, M&S, C&A), inne zdają się nie widzieć problemu. Takim niechlubnym przykładem jest niestety ZARA. Niestety, bo mimo wszystko lubiłam proponowane przez nią kolekcje. Greenpeace nie jest jednak tak wyrozumiały jak ja i zapowiedział akcję bojkotującą  pod nazwą Detox ZARA.

      Do akcji można się przyłączyć na stronie http://www.greenpeace.org/international/en/campaigns/toxics/water/detox/zara/

      I co Wy na to? Przyłączycie się? Czy wizja zimowych wyprzedaży jest zbyt kusząca? ;) 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      well-dressed_mind
      Czas publikacji:
      czwartek, 22 listopada 2012 13:22
  • poniedziałek, 12 listopada 2012
    • Moda zza krat

      Czy moda może sprawić, że ludzie stają się lepsi? Raczej nie, a wręcz przeciwnie. Są jednak nieliczne przykłady sytuacji, w których moda może pomóc człowiekowi wrócić na tzw. właściwą drogę. Weźmy taki fiński Project Papillon.

      Project Papillon to niezwykła marka modowa będąca równocześnie projektem społecznym o charakterze resocjalizacyjnym, ubrania są tu bowiem tworzone przy współpracy z więźniami. Dziwne? Nie, jeśli mamy w pamięci fakt, że skandynawski model więziennictwa dość mocno odbiega od naszych polskich standardów. W Skandynawii odbywanie wyroku przypomina pomoc socjalną i ma celu przygotowanie więźnia do życia po opuszczeniu celi. Dzięki temu, choć wyroki są stosunkowo krótkie, to zdecydowanie mniej przestępców wchodzi ponownie w konflikt z prawem po opuszczeniu murów więzienia.

      Głównym designerem marki  Project Papillon jest Daniel Palillo, popularny w Skandynawii projektant, który do tej pory pracował wyłącznie na swój własny rachunek. Od 2009 współtworzy Project Papillon i tworzy ubrania razem z lokalnymi więźniami. Czasem wystarczy tylko inspiracja historią osadzonego, a czasem jest to realna pomoc przy projektowaniu, a nawet szyciu.
      Ubrania marki Project Papillon przesiąknięte są na wskroś tym, co uwielbiamy w modzie skandynawskiej: prostotą, minimalizmem form, chłodem kolorów i silnym związkiem z naturą (wykorzystywane są wyłącznie ekologiczne materiały). Mają jednak również pewną zadziorność wynikającą z bezpośredniej inspiracji więziennymi uniformami.

      Jednak to co najbardziej podoba mi się w idei Project Papillon, to fakt że tutaj moda wychodzi poza swoją kategorię. Przestaje być tylko odpowiednio zszytym kawałkiem materiału, wzbogaconym o wartość marki na metce, a nabiera dodatkowego waloru - społecznego. A to jak wiemy jest dość rzadkie w glamour fashion świecie.  Więcej na temat marki znajdziecie na: http://www.projectpapillon.com

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Moda zza krat”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      well-dressed_mind
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 12 listopada 2012 12:52