Well-dressed mind

Moda nie wyklucza myślenia.

Wpisy

  • wtorek, 30 kwietnia 2013
    • Styl na blogerkę, czyli WTF?

      Jakiś czas temu natknęłam się na program HiFashion emitowany na antenie EskaTv. Uspokajam czytelników - nie jestem fanem ani nawet sporadycznym widzem tej zionącej plastikiem i  dość odmóżdżającej stacji. Na wspomniany program trafiłam przypadkowo, a że wyczulona jestem na słowo fashion w tytułach, przemogłam się, by obejrzeć choć fragment. Wrodzona błyskotliwość pozwoliła mi wysnuć wniosek, że program traktuje o modzie, a usadowione na fikuśnych stołkach prowadzące rozmawiają o aktualnych trendach. Zorientowałam się też, że jedna z Pań z zawodu jest stylistką, a druga - nie wiem kim, ale pełniła rolę współprowadzącej. Treść samej rozmowy niewiele w moje życie wniosła, za to jeden z jej fragmentów bardzo mnie zaciekawił. Pani stylistyka została chyba poproszona (wybaczcie, pamięć już nie ta co kiedyś...) o ocenę stroju Pani numer 2. Wypowiedź utkana była z komplementów i superlatyw , ale to co mnie szczególnie zaciekawiło, to komentarz, że stylizacja jest mocno "blogerska" (lub w blogerskim stylu - dokładnie nie pamiętam). I teraz moje drogie Panie mamy takie pytanie: co to do cholery znaczy?? Podpowiedź: prowadząca była ubrana chyba w spodnie rurki (lub getry i krótkie, postrzępione jeansy), do tego biały t-shirt z nadrukiem i kapelusz...

      Czym w takim razie jest styl blogerski? Określenie to wpisało się już w język,używany do mówienia o modzie. W sieci na hasło styl blogerski pojawiają się różne wyniki wyszukiwania, włącznie z serwisami aukcyjnymi, które bombardują ofertami typu: MEGA PAKA 36 38 STYL BLOGERSKI H&M, ZARA. Albo: Terranova sweter biały wełniany japan style blogerski (pisownia oryginalna). Nie zmienia to faktu, że  w dalszym ciągu nie wiem co się na ten styl składa. Z resztą nie tylko ja. Na ciuchy.pl pod wątkiem "co do cholery oznacza blogerski ciuch" powstała dyskusja zdezorientowanych forumowiczek dociekających jaki musi być ciuch, by nosił miano blogerskiego. Padła sugestia, że to co noszą blogerki, jest blogerskie. Niby oczywiste. Ale np. styl Susie Bubble i Kasi Tusk to dwie różne historie, w których najlepsi matematycy świata nie znajdą wspólnego mianownika!  Styl to przecież zbiór stałych zmiennych, typowych cech które szybko pozwalają przyporządkować zjawisko do takiego czy innego nurtu. Hasła "boho chic" czy glam rock od razu nasuwają nam obrazy charakterystycznych krojów, fasonów, kolorów, dodatków itp. Ale styl blogerski? Jaką kombinację ciuchów należy sobie zafundować, by nasza stylizacja zasłużyła sobie na takie miano? Pomóżcie, oświećcie mnie! No bo kto inny pomoże mi w rozwikłaniu tej kwestii jeśli nie inne blogerki?!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Styl na blogerkę, czyli WTF?”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      well-dressed_mind
      Czas publikacji:
      wtorek, 30 kwietnia 2013 15:15
  • czwartek, 07 marca 2013
    • Alternatywne ikony mody #2

      Dzisiejszy wybór alternatywnej ikony stylu nie powinien nikogo szczególnie zaskoczyć, jako że nazwisko tej pani bardzo często pojawia w różnych modowych rankingach. Jednak gdy wzrok czytelnika prześlizguje się przez tego typu listy, natrafiając na jej nazwisko odczuwa się dziwny rodzaj zgrzytu, a czasem nawet zniesmaczenia. Istotnie, na tle uroczych, wdzięcznych i wystylizowanych pań, Beth Ditto, bo o niej dziś mowa, mocno się wyróżnia. Nie jest wybitnie urodziwa ani zgrabna, a stroje które dla siebie wybiera zamiast kryć defekty, jeszcze bardziej uwydatniają jej chorobliwą nadwagę. Na scenie chętnie pokazuje się w samej bieliźnie lub oblepiających ciało trykotach z lycry, co dla wielu jest bez wątpienia estetycznym wstrząsem. Niejedna stylistka mogłaby na ten widok załamać ręce, wszak stroje Ditto absolutnie nie są adekwatne dla figury typu jabłko, piłka czy jak to nazwiecie. 

      Jednak Ditto ma niepochlebne komentarze kierowane pod jej adresem w bardzo głębokim poważaniu. Podobny dystans ma do swojej wagi. Olewa diety, ideę odchudzania, szydzi z wychudzonych modelek, efektu photoshopa i kultu rozmiaru 0. A gdy Top Shop proponuje jej współpracę - odmawia jako argument podając fakt, że marka nie bierze pod uwagę klientek o większych gabarytach. Projektuje za to dla marki EVANS, która z założenia jest marką dla puszystych. Beth Ditto swoją postawą i licznymi wypowiedziami bardzo wiele zrobiła dla promowania trendu na modelki plus size. Sama również chętnie pozuje. Również nago.

      To oczywiście może niektórych szokować. Nie da się ukryć, że wygląd oraz jej ostentacyjne i tupeciarskie zachowanie jest mocno prowokujące. Jednak ta prowokacja różni się od wybryków klasycznych skandalistek  Wszystko co robi Ditto ma głębszy sens. To nie jest świecenie majtkami w stylu Niki Minaj czy Dody. Kiedy Ditto epatuje swoimi fałdami tłuszczu, robi to po to, by potwierdzić Coelhowskie wręcz teorie. Że tak naprawdę liczy się piękne wnętrze, wiara w samego siebie i akceptacja tego kim jesteśmy. A jak się komuś coś nie podoba, to środkowy palec w górę! Tą bezkompromisową szczerością Ditto zaskarbiła sobie rzesze młodych ludzi. Bo prawda, choćby była brzydka i o gabarytach wieloryba jest o niebo lepsza od wymuskanego, sztucznego plastiku.  Na łamach The Guardian prowadziła nawet cykl "What would Beth Ditto do?" gdzie odpowiadała na pytania i radziła młodym ludziom w przeróżnych kwestiach: od problemu coming out'u (a ona jako zdeklarowana lesbijka wie dobrze czym to grozi), przez dietę wegetariańską, aż po strach przed lataniem samolotami.


      Beth Ditto jako ikona stylu? Dla wielu to kwestia kontrowersyjna. I w przełamaniu tej niechęci nie pomoże obściskiwanie się z Karlem Lagerfeldem czy udział w pokazie J.P.Gaultiera. To wciąż  mocno otyła kobieta, z makijażem którego nie powstydziłby się sam Boy George, w ciuchach kompletnie nie pasujących do sylwetki albo co gorsza pół naga. Jednak to co w niej zasługuje na największe pochwały to szczerość, niczym nie skrępowana miłość do samej siebie i akceptacja swoich niedoskonałości. I właśnie dzięki temu stała się dla wielu ikoną. Ditto czuje się dobrze we własnej skórze, nie stara się być nikim innym. Ani szczuplejszym, ani ładniejszym. Doskonale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron - świetny głos, charyzma sceniczna - i na tym się skupia, bo w końcu to jest najważniejsze.  A całą resztę - ma po prostu gdzieś. I to jest piękne. I tego wiele z nas powinno się nauczyć. Odkryć swoje atuty, pielęgnować je i uwierzyć w siebie, a całej reszcie kij w oko.
      I takiego podejścia życzę Wam z okazji nadchodzącego Święta Kobiet:) 

        

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      well-dressed_mind
      Czas publikacji:
      czwartek, 07 marca 2013 13:06
  • wtorek, 26 lutego 2013
    • Noworoczne postanowienia - update

      Minęły już prawie dwa miesiące odkąd podzieliłam się z Wami moją listą modowych postanowień noworocznych. Najwyższa pora na małą ewaluację. Psychologowie twierdzą, że deklaracje złożone publicznie łatwiej jest zrealizować, bo człowiek czuje się bardziej odpowiedzialny za swoje słowa i po prostu nie chce się przed innymi ludźmi zbłaźnić. Sprawdźmy więc jak u mnie sprawy się mają. Moja noworoczna lista wyglądała tak:

      1. Kupować mniej ciuchów. Z nieukrywaną dumą informuję, że w przeciągu ostatnich 2 miesięcy nie kupiłam ŻADNEGO ciucha. Nawet na wyprzedażach. Nawet na ostatnich dniach wyprzedaży. Nawet wtedy, gdy ceny były niższe o 70% i tylko ślepy albo kretyn powstrzymałby się od zakupu. A ja nic. A ja jak skała.  Inna kwestia, że reprezentuję dość specyficzne podejście do wyprzedaży i rzadko daję się na nie nabrać. Nie zmienia to jednak faktu, że taka zakupowa abstynencja to dla mnie rzecz nowa.  
      2. Kupować mniej ciuchów w sieciówkach, a więcej ubrań dobrej jakości, nawet za wyższą cenę. Jak wyżej. Co do jakości, to czaję się na basicowy t-shirt Ł. Jemioła na mostrami. Czy ktoś ma jakieś doświadczenia w tym temacie? Czy ciuch od "znanego projektanta" będzie na prawdę lepszej jakości? Czy też wydam fortunę za przetarcia i zmechacenia jak z ZARY i H&M?
      3. Częściej robić remanent w szafie i pozbywać się wszystkiego, czego już nie noszę. W ciągu ostatnich 2 miesięcy niewiele udało mi się wyrzucić. Ale myślę, że zbliżająca się wiosna i sezonowa zmiana warty w szafie będzie dobrym pretekstem do szerzej zakrojonej akcji czystek w garderobie.
      4. Nosić mniej czerni. Jestem na dobrej drodze:) Przyjdzie wiosna, będą kolory!
      5. Nosić częściej szpilki. Eeee...obcasy na zimę? Bez sensu. Czekam na wiosnę. :)
      6. Przeczytać wreszcie biografię Coco Chanel autorstwa Lisy Chaney. Nie ma bata! Robię co mogę, przysięgam, ale ta książka jest naprawdę muląca. 
      7. Zabrać się za profil bloga na fejsbuku. Zrobione. I jestem tam częściej niż na blogu, więc zapraszam do lajkowania:) 
      8. no i częściej wrzucać posty na bloga:) 2 na miesiąc to już całkiem niezły wynik:)

      Jak widzicie jest nieźle. A jak wreszcie przyjdzie wiosna, to dopiero będzie coś! :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Noworoczne postanowienia - update”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      well-dressed_mind
      Czas publikacji:
      wtorek, 26 lutego 2013 14:46
  • czwartek, 14 lutego 2013
    • Ładni mają lepiej

      Pisałam o tym na fb, ale z uwagi na porażająco niską liczbę fanów, wiadomość nie dotarła zapewne do odpowiedniego grona. A szkoda, bo o takich projektach trzeba mówić, a jeśli kończą się sukcesem (jak w tym przypadku), to mówić trzeba głośno, wyraźnie i dużymi literami.
      Wszyscy wiedzą, że wizerunek jest ważny, że jak Cię widzą, tak Cię piszą, że najważniejsze jest pierwsze wrażenie. Wiadomo też, że nasz wygląd sprzężony jest z  samopoczuciem i nastawieniem do świata. Kiedy czujemy, że wyglądamy jak milion dolców, jesteśmy pewniejsi siebie, bardziej otwarci, góry możemy przenosić, a droga do sukcesu nagle się skraca. Niejednokrotnie brałam udział w internetowych dyskusjach na temat telewizyjnych programów o metamorfozach ( typu Gok czy Trinny i Susannah), w których na zmianę chwalone i krytykowane był zasady i cele programu. Ja wierzę, że metamorfoza wizerunku, może zmienić też stan umysłu,a co za tym idzie podejście do życia. Projekt PUP w Siemianowicach Śląskich pt. Gotowa do Pracy udowodnił tę teorię. Potwierdził też może nieco smutną prawdę o świecie w którym żyjemy, gdzie wygląd naprawdę się liczy, a ładniejsi (bardziej zadbani) mają lepiej. Ale chyba było warto. Bo po skorzystaniu z programu (na który składała się m.in. wizyta u fryzjera, kosmetyczki, zakupy nowych ciuchów i lepszej bielizny) 25 z 36 bezrobotnych do tej pory pań znalazło pracę. Więcej o programie poczytać można tu: http://wyborcza.pl/1,87648,13318213,Wyglada__ze_sie_udalo.html 
      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      well-dressed_mind
      Czas publikacji:
      czwartek, 14 lutego 2013 13:20
  • poniedziałek, 04 lutego 2013
    • Fashionizing

      Mądre głowy od marketingu mówią, że w 2013 jednym z bardziej widocznych i rosnących na sile trendów będzie fashionizing. A co to do cholery jest?! - może zapytać purysta językowy. Otóż fashionizing to angażowanie znanych projektantów mody do budowania wizerunku marek z modą nie mających zbyt wiele wspólnego. Najczęściej zjawisko to przyjmuje formę designerskich, limitowanych serii produktów FMCG (Fast Moving Consumer Goods), ale projektanci zapraszani są także do współpracy z markami z innych branży, np. telefonii komórkowych.  

      Fashionizing nie jest niczym nowym. Wiadome było, że prędzej czy później jakiś korpo-mędrzec z działu WTDWOSTSM (What To Do With Our Shit To Sell More)  wpadnie na pomysł zaproszenia do współpracy „znanego projektanta”. Nieważne czy korpo sprzedaje wodę mineralną, smartfony czy lody. Nazwisko to nazwisko i jeśli da się na nim zarobić, to hajda! Przykładów tego typu współpracy jest wiele. Ot choćby taka Coca Cola, która już od ponad 3 lat angażuje wielkie nazwiska ze świata mody. W 2010 i 2011 roku wyjątkowe, designerskie butelki Coli Light zaprojektował sam Karl Lagerfeld, co w sumie nie było wielkim zaskoczeniem. Lagerfeld jest znanym heavy userem Coli i w wywiadach wielokrotnie przyznawał, że w ciągu dnia pije tylko i wyłącznie koktajle proteinowe i Colę Light.  W 2012 pałeczkę przejął Jean Paul Gaultier obejmując stanowisko dyrektora kreatywnego Coca Coli Light (sic!) Stworzył limitowane serie butelek, w charakterystycznym dla siebie stylu, a także spoty reklamowe.  Ale to nie wszystko. Przywoływanie nazwisk projektantów pracujących dla Coca Coli przypomina listę wielkich obecnych na Paris Fashion Week. Wcześniej dla Coli pracowali także Matthew Williamson, Gianfranco Ferre, Marni, Roberto Cavalli i Manolo Blahnik. (Swoją drogą, to ciekawe, że przedstawiciele haute couture są dopuszczani do pracy tylko dla coli w wersji light:)

      Coca Cola to oczywiście nie jedyna firma decydująca się na budowanie wizerunku swojej marki przy wsparciu znanego projektanta mody. Również producenci marki Evian pokusili się o współpracę z przedstawicielami świata haute couture – butelki tej luksusowej wody projektowali Christian Lacroix, Jean Paul Gaultier, Issey Miyake i Paul Smith. Inne ciekawe przykłady to np. Agatha Ruiz de la Prada dla ekspresów Nescafe, Jeremy Scott dla Smarta,  Karl Lagerfeld dla lodów Magnum czy Prada dla telefonów LG, a zgodnie z tropicielami trendów, w kolejnych latach będziemy obserwować jeszcze więcej takich kooperacji.

      Pozostaje tylko kwestia realnych korzyści z takiej współpracy i pytanie której stronie bardziej ona służy. Jak łatwo się domyślić – samej marce alians ze światem wielkiej mody raczej nie może zaszkodzić. Nazwiska takie jak Lagerfeld czy Cavalli to synonimy jakości, prestiżu i luksusu, który nagle staje się na wyciągnięcie ręki dla naszych konsumentów. Za odpowiednią opłatą (limitowane i sygnowane przez projektantów edycje produktów nie są dużo droższe od ich zwyczajnych odpowiedników) możemy mieć na własność namiastkę niedostępnego do tej pory świata haute couture. Tym samym budowany jest wizerunek marki jako bardziej prestiżowej, ale także potężniejszej, bo przecież nie każda firma może sobie (finansowo) pozwolić na zaangażowanie największych z kręgu mody. Czy tak samo dobrze działa to w drugą stronę? Tu już nie jest tak różowo. Wiele osób z rozczarowaniem, a nawet zdegustowaniem przyjmuje wiadomości o kolejnych kooperacjach projektantów mody z np. branżą FMCG. Postrzegane jest to niejednokrotnie jako sprzedawanie się, rozmienianie na drobne, umasowienie. Projektantom zdaje się to nie przeszkadzać. Od dawna bowiem wychodzą oni poza swój hermetyczny, glamour świat, wkraczając w życie szarych mas. Dobre trzydzieści lat temu zauważono bowiem, że siła nabywcza klasy średniej sukcesywnie rośnie, a jej przedstawiciele chętnie pozwalają sobie na namiastki luksusu. Oczywiście w miarę możliwości. Jeśli więc po stronie wielkich firm jest wola zwiększania zysków (a taka przecież jest zawsze), to źródła dochodu należy szukać w aspirującej klasie średniej. Oczywiście pod warunkiem dostosowania produktu do jej możliwości – wieczorowa suknia wysadzana kryształkami Swarovskiego nie wchodzi w grę, ale już apaszka, breloczek, telefon z limitowanej serii czy butelka wody – owszem. I tak oto, od dłuższego czasu obserwujemy demokratyzację luksusu lub nawet - jak mówią niektórzy konserwatyści - jego upadek. Towary sygnowane przez wielkich projektantów stają się coraz bardziej dostępne dzięki sklepom internetowym, outletom czy w postaci limitowanych serii produktów i gadżetów.

      W Polsce nie mieliśmy do tej pory zbyt wielu przykładów trendu fashionizing, a jeśli tak, to były to raczej mariaże z markami wnętrzarskimi czy telecomowymi. Wszyscy pamiętamy współpracę Macieja Zienia dla płytek Tubądzin (cztery linie kreatywne: Paris, London, Tokio, Barcelona)  czy Evę Mingę i jej kolekcję farb. (Tu ciekawostka: jak możemy przeczytać na stronie Dekoral: „ Eva Minge sięgnęła po kosmiczne inspiracje. Wykorzystała potężne planety, które rządzą ludzkimi emocjami. Każda z planet ma swoją kolorystyczną aurę, swoje własne, harmonijne kolory. (…) Dzięki Wenus nasze marzenia sięgają gwiazd. Dzięki Jowiszowi nasze inspiracje sięgają kosmosu. Dzięki Marsowi nasza energia osiąga apogeum. A dzięki Diamentowej Kolekcji Dekoral nasze wnętrza otrzymują niezwykły, wyrafinowany blask.” - pokłony i wyrazy najgłębszego szacunku dla copywritera)

      Ostatnio dość głośno jest też o projekcie T Mobile Fashion, w ramach którego Maciej Zień zaprojektował chustę, duet Paprocki i Brzozowski Tshirt, a Gosia Baczyńska specjalne rękawiczki z dziurkami wyciętymi na opuszkach palców, dzięki czemu można swobodnie smyrać po smartfonach. Dostępnych oczywiście w salonach T Mobile. 

      Mariaże projektantów i produktów FMCG nie są u nas jeszcze popularne. Wiadomo, inne warunki, mniejszy rynek, itd. Nie mogę się jednak doczekać dnia kiedy np. Robert Kupisz zaprojektuje limitowaną serię butelek Zbyszka;)

       

       

       

      

       

      Zdjęcia pochodzą ze stron: livelife.pl, luxlux.pl, the newsgallery.com, theoldnow.it

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Fashionizing”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      well-dressed_mind
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 04 lutego 2013 12:17