Well-dressed mind

Moda nie wyklucza myślenia.

Wpisy

  • sobota, 22 czerwca 2013
    • O polskim złym guście gorzkich słów kilka

      Znacie profil faszyn from raszyn? Na pewno. Bawi Was to? Mnie nie. Mnie wkurza. I to solidnie. Każde kolejne zdjęcie przybliża mnie do momentu w którym wytoczę wojnę złemu stylowi na polskich ulicach. Prawdziwą , bezwzględną krucjatę. I rozstąpi się morze za ciasnych leginsów w panterkę, przykrótkich spódnic obnażających złogi celulitu,  stringów złowieszczo łypiących znad spodni i Kubotów eksponujących brudne paznokcie.  I niczym Mojżesz wyprowadzę mój naród z
      bezgustnej niewoli.

      Mam ochotę potrząsnąć tymi wszystkimi biednymi ludźmi  i krzyknąć im w twarz:  Dlaczego to sobie robicie? Czemu z premedytacją narażacie się na śmieszność? Co popycha was do wybierania tak chorych stylizacji.

      Ktoś może się oburzyć:" hola, hola, mądralo! Nie każdego stać na modę." Zgadzam się. Niestety w większości przypadków prezentowanych na faszyn from raszyn problemem nie są pieniądze, ale brak gustu skutkujący takimi, a nie innymi wyborami „modowymi”.

      Zainteresowanie genezą złego gustu powraca do mnie ze zdwojoną siłą, za każdym razem kiedy
      jestem za granicą. Tą zachodnią oczywiście.  Na ulicach czy w metrze nie widać tam żenujących stylizacji. Są ludzie bardziej i mniej majętni, ale nikt nie nosi czarnych, plastikowych reklamówek z napisem  BOSS , a i nieśmiertelne combo skarpeta + sandał nie jest tam znane. Dlaczego więc nasze ulice bywają tak szpetne?

      Wina za taki stan rzeczy leży (w moim subiektywnym odczuciu) w braku stosownej edukacji.
      Oczywiście dobry gust można odziedziczyć i jest to sytuacja idealna. Często jednak jedyne co można dostać w spadku po przodkach to umiłowanie do muślinowych garsonek i muzyki zespołu Bayer Full.  Wierzę jednak, że dobrego gustu można się nauczyć, a rolę edukatora powinna przejąć szkoła. Skoro jest czas na naukę budowy maski tlenowej, to może należy też stworzyć warunki do nauki estetyki. Choćby w ramach lekcji plastyki. Bo kto z nas może się pochwalić rzetelnie prowadzonymi lekcjami tego przedmiotu? Mój pan od plastyki kładł na biurku zmiętą szmatę, nadgnite jabłko oraz kubek z długopisami, kazał nam malować tzw. martwą naturę, po czym na 90 minut znikał w kantorku. A mieszkam w tzw. mieście kultury i można było
      przynajmniej raz w miesiącu udać się do którejkolwiek galerii sztuki czy muzeum, których mamy co najmniej setkę. Ignorancki stosunek nauczycieli przedmiotów artystycznych do swoich lekcji jest wyraźnym sygnałem dla dzieci (i młodzieży), że to nie są ważne sfery życia i nie należy
      im poświęcać znacznej uwagi. Tym samym estetyka (rozumiana np. jako umiejętność odróżniania tego co ładne, wartościowe) schodzi na dalszy plan. A przecież dziś szkoły dysponują o wiele lepszym zapleczem multimedialnym i przygotowanie ciekawych lekcji z szeroko pojętej estetyki nie stanowi problemu nawet w mniejszych miastach. Oporem może być tylko system. Trzeba przyznać, że w porównaniu do innych krajów, poziom edukacji w Polsce jest bardzo wysoki, a zasób wiedzy przeciętnego polskiego 12-latka znacznie przekracza wiedzę jego rówieśnika np.
      z Wielkiej Brytanii. Jednak choć znamy wzór na pole trapezu i wiemy co jest stolicą Nigerii, przegrywamy gdy chodzi o zachętę do poszerzania horyzontów, kreatywność, otwartość na świat.  My uczymy się od A do Z. Nic więcej. Mamy wpojone, że wykraczanie poza schematy raczej się
      nie opłaca, lepiej być przeciętnym, lekko asekuranckim, korzystać z gotowych rozwiązań.

      Wiem, że Polska to  nie Stany, a szkoła to nie BH 90 210. Nie liczę też, że nagle polskie ulice zaczną przypominać lokacje z SATC. Tu nie chodzi o wielką modę. Chodzi o czystość, schludność, dopasowanie stroju do sylwetki i przekonanie, że to jak wyglądamy to świadectwo nas samych.
      Od tego wszystko się zaczyna.

      Na koniec zdjęcie z mojej niedawnej wizyty w Londynie. Dzieci na tzw. lekcji muzealnej w
      Fashion Gallery (V&A)

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      well-dressed_mind
      Czas publikacji:
      sobota, 22 czerwca 2013 21:13
  • środa, 05 czerwca 2013
    • Wokół Nowej Mody Polskiej

      Wiecie co? Odnoszę wrażenie, że moda, jako temat wykraczający poza kolorowe obrazki fajnych fatałaszków nikogo nie interesuje. Zdaje sobie sprawę, że to dość radykalna teza i na moją głowę
      mogą posypać się gromy, ale zanim pierwszy rzuci kamieniem, posłuchajcie skąd ta moja teoria. Jakiś czas temu, w ramach miesiąca Fotografii w Krakowie, odbyło się spotkanie wokół książki Nowa Moda Polska. Obecni byli: Marcin Różyc (autor), Wojciech Onak (Polygon) i Jagoda Murczyńska (teoretyk mody) oraz ... bardzo nielicznie zgromadzona publiczność.

      Idąc na spotkanie byłam przekonana, że nie uda mi się wcisnąć do sali, nie mówiąc już o dorwaniu wolnego stołka. Jednak po swobodnym przekroczeniu progu moim oczom ukazał się smutny widok garstki, dosłownie garstki osób. To dość dziwne, a wręcz niepokojące. Książka może się podobać albo i nie. Ja sama mam duże wątpliwości związane z jej zawartością: zakresem i podejściem do tematu. Jednak trzeba przyznać, że jest ona jednym z niewielu opracowań poświęconych współczesnej polskiej modzie, które aspirują do miana naukowych. Była dość mocno promowana, sam autor jest znany w kręgach osób interesujących się modą i osobiście uważam, że należy tę książkę przeczytać.  Dlaczego więc spotkanie z autorem ( i dwójką pozostałych, równie nieprzypadkowych gości) okazało się nie być wystarczająco atrakcyjnym wydarzeniem dla krakowskich faszonistów? W pierwszej chwili winy doszukiwałam się w samym miejscu wydarzenia. (Kraków - z pozoru duże miasto - mimo wszystko nosi znamiona prowincji.)  Jednak pamięć podsunęła mi pokazy mody organizowane w ramach Cracow Fashion Week (tiaa....było coś takiego...), które przyciągały rzesze ludzi - od szafiarek aż po samozwańcze Anny Wintour. Nie jest więc tak, że wydarzenia związane z modą nie znajdują zainteresowania. Może więc chodzi właśnie o sposób podejścia do tematu. Może moda w ujęciu naukowym przestaje być sexy? W końcu wymaga zaangażowania intelektualnego i pewnej dawki wiedzy z zakresu historii czy nauk społecznych. Blogosfera zdaje się potwierdzać moją tezę - liczba blogerek traktujących modę jak coś więcej niż ładne ciuchy jest niewspółmierna do liczby np. szafiarek. Niewiele lepiej dzieje się na półkach księgarń i bibliotek. Znajdujemy tam liczne biografie projektantów, piękne albumy z fotografiami, kompendia i poradniki stylu, ale o rzetelne, naukowe badania w tym zakresie jest trudno. Brak opracowań historycznych, socjokulturowych, marketingowych, ekonomicznych (tak, moda to też ekonomia).

      Powód takiego stanu rzeczy jest oczywisty - Polska dopiero uczy się mody i powoli nadrabia zaległości w postrzeganiu tego tematu. I trzeba przyznać, że jesteśmy na dobrej drodze do zmiany percepcji mody: z fanaberii dla bogatych na element składowy kultury narodowej czy dziedzinę mającą realny wpływ na PKB.  Pojawiają się liczne wydarzenia o charakterze quasi naukowym/ rozpatrujące modę z mniej oczywistego punktu widzenia (Media.Moda.Wizerunek, Strój-zwierciadło kultury, Fashion Film Festival), ludzie z kręgów akademickich zaczynają dostrzegać zjawiska modowe w nieoczekiwanych kontekstach (rewelacyjny, choć bardzo odważny projekt Karoliny Sulej - polecam wykład na TEDxWarsaw), powstają nowe publikacje, prowokujące do dyskusji o obszarach mody  (choćby przywołana tu na samym początku Nowa Moda Polska). Pozostaje pytanie czy to naukowe podejście do mody będzie interesujące tylko dla reprezentujących go zapaleńców? Czy uda się przekonać np. instytucje rządowe lub oświatowe, a także zwykłych ludzi że moda to coś więcej niż kolorowe ciuszki? 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Wokół Nowej Mody Polskiej”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      well-dressed_mind
      Czas publikacji:
      środa, 05 czerwca 2013 22:48
  • poniedziałek, 20 maja 2013
    • Voguing

      Voguing to nie namiętne zaczytywanie się w Vogue. To taniec, a ja żeby się o tym dowiedzieć, musiałam przeżyć ponad 30 wiosen i udać się na jedną z wystaw w ramach miesiąca fotografii w Krakowie. Krótka recenzja z wystaw pojawi się niebawem - dziś, na szybko dzielę się tylko swoim odkryciem.  

      Nazwa voguing pochodzi oczywiście od słynnego czasopisma, a sam taniec opiera się na wykonywaniu (w nieco przerysowany sposób) ruchów (póz) typowych dla modelek na wybiegu i przed obiektywem. Taniec modelek, bo tak potocznie jest nazywany voguing, narodził się w latach 60tych, w Stanach Zjednoczonych, a prekursorów szukać należy w środowiskach afro-amerykanów i latynosów. Rozkwit tego gatunku przypadł na lata 80-te, kiedy to rozpowszechniły się pojedynki taneczne, w których zawodnicy rywalizowali ze sobą na...wysublimowane ruchy i pozy. Na tych specyficznych spotkaniach każdy mógł być gwiazdą, jeśli tylko gwiazdą się czuł. Wystarczyła pewność siebie granicząca z samouwielbieniem, odrobina poczucia rytmu i niebanalny strój, którego przygotowanie często zajmowało więcej czasu niż nauka samych kroków. Rywalizacja niejednokrotnie wykraczała poza sam taniec, a uczestnicy starali się przekonać publiczność i jury, że idealnie weszli w wymyśloną rolę (modelki, biznesmena, uczennicy), zarówno dzięki stylizacjom, jak i pozom, które przyjmują na pseudo wybiegu. Więcej na ten temat zobaczyć można w kultowym już filmie Paris is burning Polecam nie tylko ze względu na samo zjawisko voguingu (temat pojawia się gdzieś w okolicy 35 minuty) i pojedynków na pozy lecz także z uwagi na fenomenalnie pokazaną modę przełomu lat 80/90.  A dla leniwych, acz ciekawych czym jest voguing polecam wiadomy teledysk Madonny

      www.windycitymediagroup.com


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      well-dressed_mind
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 20 maja 2013 17:13
  • czwartek, 09 maja 2013
    • 33 rze3

      Ile ubrań macie w szafie, a ile faktycznie nosicie? Pytanie to nie jest ani trudne, ani podchwytliwe, a za poprawną odpowiedź nie przewidziane są żadne nagrody. Większość z nas doskonale zdaje sobie sprawę, że wykorzystujemy przepastne zasoby naszej szafy jedynie w kilkunastu procentach. Idąc tropem zasady Pareto (którą ponoć zastosować można do opisu  większości zjawisk jakie obserwujemy wokół nas), przez 80% czasu nosimy jedynie 20% posiadanych ubrań. Trudno się z tym nie zgodzić. Mimo szafy pękającej od rozmaitych kolorów, wzorów i fasonów, nasze poranne decyzje odzieżowe są zazwyczaj podobne i ograniczają się do kombinacji kilku ulubionych ciuchów. Oczywiście nie stanowi to żadnego argumentu, by ograniczyć częstotliwość zakupów nowych egzemplarzy:)

      Minimalistyczne ciągoty, które towarzyszą mi od dłuższego czasu, sprawiły, że buszując w sieci natrafiłam na ciekawy projekt. Project 333, a zwłaszcza jego podtytuł Simple is the New Black od razu zdobył moją sympatię. Reguły są proste: z naszej szafy wybieramy 33 ubrania i przez 3 miesiące nosimy zestawy stworzone wyłącznie z wyselekcjonowanych wcześniej ciuchów. Idea nosi znamiona capsule wardrobe (o której pewnie jeszcze napiszę), choć jest mniej rygorystyczna. Na stronie projektu znajdziemy tło ideologiczne, zasady tworzenia naszej nowej, okrojonej garderoby oraz ciekawe posty poświęcone minimalistycznie skomponowanej szafie. W projekcie każdy może wziąć udział i przekonać się na własnej skórze, że naprawdę niewiele potrzeba nam szczęścia. Co więcej, autorka rozwiewa też obawę wielu kobiet, że częste noszenie tych samych ubrań jest zauważane i komentowane przez otoczenie.  Nie jest. W tym względzie przypisujemy sobie znacznie większą rolę niż w rzeczywistości odgrywamy. Ludzie nie przyglądają się nam aż tak dokładnie, nie prowadzą statystyk co ile razy ubraliśmy, a mówiąc bez ogródek, większość ludzi naszą prywatną rewię mody ma w tzw. pompie. Project333 ma też wymiar społeczny – pozostałą stertę ubrań, która nie weszła do finałowej 33 z powodzeniem możemy oddać potrzebującym.  

      Byłybyście w stanie wziąć udział w takim projekcie? Czy 33 rzeczy to jednak za mało?

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „33 rze3”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      well-dressed_mind
      Czas publikacji:
      czwartek, 09 maja 2013 16:59
  • poniedziałek, 06 maja 2013