Well-dressed mind

Moda nie wyklucza myślenia.

Wpisy

  • piątek, 23 sierpnia 2013
    • Powakacyjny foch

      I po urlopie. Właśnie wróciłam z wakacyjnych wojaży, o których pewnie jeszcze napiszę, ale dziś, na gorąco, muszę się podzielić wiadomością, która czekała na mnie po powrocie.

      Najpierw kilka faktów wprowadzających. Jak może część z Was już się zorientowała – mieszkam w Krakowie. Co bardziej rozgarnięci wiedzą też, że w Krakowie jest Rynek Główny (przez przyjezdnych irytująco zwany Starówką). Ale już tylko autochtoni i osadnicy napływowi wiedzą, że na rogu z ulicą Sienną stoi piękna kamienica, w której dawno, dawno temu rozgościł się Empik. Miejsce dość charakterystyczne, szybko stało się więc popularnym punktem spotkań. Bo to nieprawda, że Krakowianie umawiają się „pod Adasiem”. Większość spotkań towarzyskich, randek w ciemno z „irc’a” , zjazdów klasowych „po latach”, itp. zaczyna się od „o 20 pod Empikiem”. Tak było do tej pory. Okazuje się bowiem, że Empik na Rynku zostaje zlikwidowany, z uwagi na niską rentowność. Dla wielu Krakowian to był szok, tym bardziej, że w obrębie tego kilkupoziomowego sklepu codziennie kręcą się tłumy z rzeszami turystów na czele. Czekający na swoich towarzyszy z nudów kupują gazety, turyści zaopatrują się w przewodniki i mapy, a w zimie bezdomni grzeją się ukryci za regałami;) Słowem: zawsze jest tam pełno ludzi, trudno więc uwierzyć, że sklep przynosił straty.  Kolejnym, jeszcze większym zaskoczeniem była wiadomość, że miejsce Empiku zajmie…ZARA. I smutno mi trochę na myśl, że oto moda, jako bardziej rentowna wypiera literaturę. Nawet jeśli w tym starciu przegranym jest Empik za którym nie przepadam, a wygraną ZARA, gdzie czasem istotnie coś upoluję. I choć od zawsze zastanawiało mnie, czemu na terenie krakowskiego Starego Miasta nie ma prawie żadnych sieciówek, to równie ciekawi mnie dlaczego czteropiętrowy budynek położony w centralnym turystycznie punkcie zajmie hiszpańska marka odzieżowa. Jakoś przeboleję fakt, że chodzi ciuchy. Mam jednak problem z tym, że nie polskie. Rynek Główny jest miejscem, gdzie setki tysięcy zagranicznych turystów stykają się z Polską historią i kulturą (zeszłym roku było to łącznie ok.9mln ludzi). I skoro napotykają na swej drodze pstrokatego Lajkonika i gliniane figurki Smoka Wawelskiego, to dlaczego nie mogłyby doświadczyć również polskiej mody? Czy nie byłoby lepiej wielopoziomowy budynek w tak atrakcyjnej lokalizacji przeznaczyć na centrum handlowe skupiające różne marki odzieżowe, w tym polskich projektantów. Pomysł ten wydaje mi się nie dość, że realny, to zyskowny. Ceny markowych, polskich ubrań, nawet tych z górnej półki są dla zachodniego turysty osiągalne w większym stopniu niż dla nas, a część odwiedzających (zwłaszcza ta żeńska) w ramach pamiątki z podróży chętniej kupi oryginalny ciuch, niż rżnięty kryształ i ciupagę. Niejednokrotnie zdarzało mi się być przepytywaną przez napotkanych obcokrajowców o drogę do najbliższej galerii handlowej. Wola wydawania pieniędzy na ciuchy więc jest, czemu tylko wybór musi być ograniczony do asortymentu z sieciówek, dostępnego na całym świecie. Ja będąc jeszcze niedawno (ech…) na wakacjach też planowałam zakup czegoś nowego do szafy, ale warunek był jeden – marka musi być lokalna. Średnio się udało, ale to już inna historia, na kolejnego postaJ Na razie tyle. Chciałam się jedynie wyżalić i  podzielić swoją frustracją. No bo przyznacie, że promocja polskiej mody kuleje…

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      well-dressed_mind
      Czas publikacji:
      piątek, 23 sierpnia 2013 16:41
  • czwartek, 01 sierpnia 2013
    • Podsumowanie lipca

      Sezon ogórkowy dotyka wszystkich. Nawet przede wszystkim mnie i mój blog. Tym bardziej, że gdy na zewnątrz panuje ukrop o temperaturze 35 stopni, ubrania są ostatnią rzeczą o jakiej chce mi się myśleć.

      Ostatnich kilka dni spędzam głównie w pozycji horyzontalnej. Z laptopem na kolanach, wiatrakiem nad głową i zimnym szprycerem w dłoni. (Ale żeby była jasność: nie narzekam) Poniżej kilka fajnych linków, na które trafiłam buszując w sieci:

      Czy feministkom wypada nosić szpilki? Odpowiada Hadley Freeman - dziennikarka The Guardian

      Nie jaram się polskimi modelkami, ale akurat na tę Panią miło mi się patrzy.

      O luksusie w czasach kryzysu pisze Marketing przy Kawie. Warto się zalogować.

      "Ale to już było!" - od lat przekonuje nas pani Maryla. I ma rację. Tutaj twarde dowody.

      A jeśli narzekacie na upał, to przypomnijcie sobie przemoczone buty od listopadowej słoty, swój czerwony noc od grudniowego mrozu i towarzyszący nam przez pół roku dylemat :"powinnam włożyć rajstopy pod spodnie czy jakoś jednak uciągnę ?"

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Podsumowanie lipca”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      well-dressed_mind
      Czas publikacji:
      czwartek, 01 sierpnia 2013 21:17
  • sobota, 13 lipca 2013
    • Prada. Obyczajowy fenomen.

      Szczerze? Byłam sceptycznie nastawiona do tej książki. Od czasu biografii  Chanel, wciąż nie przeczytanej do końca,  podejrzliwie podchodzę do książek tego rodzaju.  Boję się męczących dłużyzn rodem z Nocy i Dni, nic nie wnoszących retrospekcji sięgających aż do trzeciego pokolenia wstecz i mentorskiego tonu autora.  A kiedy przeczytałam wstęp do książki Prada. Obyczajowy Fenomen miałam nieodparte poczucie, że oto właśnie wtopiłam trzy dychy. Gian Luigi Paracchini - autor książki - już na samym początku, z rozbrajającą szczerością wyjaśnia: „(…) nie
      uważam się za eksperta od mody z merytorycznym przygotowaniem. Z trudem radzę sobie z określeniami typu troczki, dekolt w kształcie serca czy hafty, a gdy ktoś opowiada mi o zakolanówkach, paryżankach i żorżetkach, jestem skłonny uwierzyć, że ma na myśli grupę sympatycznych dziewcząt. I choć od dwunastu lat obracam się w tym jakże ważnym w naszym życiu i często zaskakującym świecie, czuję się bardziej jak ciekawski obserwator próbujący wychwycić nowatorskie aspekty i trendy niż ekspert.”   Ok, a więc mamy do czynienia z
      pseudointelektualnym bełkotem modowego abnegata, który nawet nie ukrywa swojej indolencji w tym temacie. Tak pomyślałam.

      Nie znoszę się mylić. Ale tym razem było warto, bo książka jest świetna i idealnie trafiła w mój gust, a jej największą zaletą jest …właśnie brak merytorycznego przygotowania autora. Jednak zanim ruszycie szturmem na księgarnie przestrzegam: to nie jest książka o modzie! Raczej nie znajdziecie w niej historii powstawania poszczególnych kolekcji, anegdot zza kulis fashion
      week'ów, fotografii z wybiegów, showroomów i pracowni.  Moda owszem jest, ale pełni  rolę subtelnego tła czy też świata w którym rozgrywają się pewne historię. Nie jest natomiast najważniejszym przedmiotem rozważań autora. I chyba właśnie dlatego książka tak bardzo przypadła mi do gustu. O czym więc jest?

      Punktem kluczowym, będącym równocześnie klamrą książki, jest moment w którym młoda
      Miuccia spotyka na swej drodze przebojowego aroganta w osobie Patrizio Bertellego. Od tego spotkania wszystko się zaczęło – historia powstania Domu Mody Prada i równie wyjątkowa historia miłosna dwóch idywidualności Miucci Prady i Patrizio Bertellego. Ta niezwykła para pozostaje punktem centralnym, a książka tak naprawdę jest o tym, co w życiu Miucci i Patrizio najważniejsze: o rodzinie, wzajemnych (nierzadko trudnych) relacjach, o prowadzeniu domu, spotkaniach towarzyskich, o tworzeniu marki Prada. Bardzo precyzyjnie opisywane są także te
      aspekty, które umocniły wizerunek Prady jako coś znacznie więcej niż tylko dom mody, a więc niebywałą kolekcję sztuki, zamiłowanie do współpracy z odważnymi architektami i żeglarstwo, którego fanem od zawsze był Bertelli. Trudno uniknąć odniesień do samej mody, aczkolwiek autor podchodzi do tematu dość niekonwencjonalnie.  Jeśli opisuje wybrane kolekcje, to raczej stara się przedstawić punkt widzenia Miucci – jej niebanalne podejście do mody i założenia ideologiczne stojące za konkretnymi projektami. Gdy porusza temat historii rozwoju samej marki, nie stroni od wskazywania błędnych decyzji biznesowych podejmowanych przez Bertellego.  Dużo miejsca poświęca też na styl samej Miucci, który jak wiemy jest wyjątkowy.

      Niezwykle przyjemnie czytało tę książkę. Zatracając się we włoskim dolce vita niejednokrotnie zapominałam, że mowa tu o Pradzie. TEJ Pradzie. Niewątpliwym sukcesem autora była umiejętność dostrzeżenia wielu oblicz Miucci i pokazanie jej  jako postaci wielowymiarowej: skromnej, lekko nieśmiałej włoskiej Mammy, stanowczej i wymagającej projektantki, walczącej komunistki w ciuchach od YSL.  A taką hybrydę bez wątpienia można nazwać obyczajowym fenomenem.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Prada. Obyczajowy fenomen.”
      Tagi:
      Autor(ka):
      well-dressed_mind
      Czas publikacji:
      sobota, 13 lipca 2013 10:14
  • niedziela, 30 czerwca 2013
    • Podsumowanie czerwca

      Ustanawiam nową, świecką tradycję: subiektywny przegląd rzeczy ważnych i/lub ciekawych, o których donosiła sieć.

      I tak, w czerwcu czytaliśmy między innymi:

      O tym, że 14 listopada będzie niewątpliwie światowym dniem oblężenia H&M, czyli o kolejnej współpracy sieciówki z projektantem mody.

      O tym, że advergaming na dobre zagościł w branży modowej, czyli o zabawnej grze z okularami Karla w roli głównej.

      O tym, że fiskus dobierze się do tyłka każdemu, nawet wielkim projektantom, czyli o kłopotach finansowych D&G.

      O tym, że jeden z moich ulubionych blogów zyskał nowe, słoneczne oblicze.

       

      W Polsce wybuchła również afera fashiongate. Zmyślni tropiciele dotarli do tajnych informacji i okazało się, klasa rządząca i reprezentująca Polskę na arenie międzynarodowej wydaje pieniądze na ubrania! Dobrze, że ktoś się za to wreszcie zabrał, bo gdy brakuje pieniędzy na służbę zdrowia, drogi, edukację i inne tego typu pierdoły, najlepiej jest poszukać oszczędności w szafie żony premiera. Świetny komentarz do tego skandalicznego procederu znajdziecie na blogu Michała Zaczyńskiego. 

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Podsumowanie czerwca ”
      Tagi:
      Autor(ka):
      well-dressed_mind
      Czas publikacji:
      niedziela, 30 czerwca 2013 08:05
  • czwartek, 27 czerwca 2013
    • Człowiek Roku Polskiego Internetu jest blogerką. I to modową!

      Taka sytuacja. Julia Kuczyńska (znana bardziej jako Maffashion) została uhonorowana tytułem Człowieka Roku Polskiego Internetu 2013. Za co? Za "stworzenie najlepszego bloga modowego" argumentują organizatorzy, czyli Internet Standard. Do tej pory podobnym wyróżnieniem mogli pochwalić się ludzie zasłużeni dla rozwoju internetu w Polsce albo pomysłowi przedsiębiorcy, którzy małe start-upy przeobrazili w stabilne i dochodowe biznesy (na przykład Marcin Beme - laureat z 2010 roku - założyciel serwisu Audioteka.pl) W tym roku nagrodzono blogerkę modową. Co to oznacza?

      1. Że moda na modę trwa...

      2. ... a na blogi modowe jeszcze bardziej...

      3. ... i raczej szybko się nie skończy. Takie wyróżnienie dla blogerki nie zatrzyma ani nawet nie spowolni rozwoju blogosfery modowej. Wręcz przeciwnie!  Węszę kolejne zastępy szafiarek-neofitek zasiadających już do klawiatur laptopów ;)

      4. Że na blogu nie tylko da się zarobić i wypłynąć medialnie, ale można też zdobyć coś więcej - aprobatę miłościwej pani matki - Branży Internetowej - która przez długi okres czasu traktowała blogerki modowe  z przymrużeniem oka, nie dostrzegając w nich zbyt dużego potencjału. Jeszcze kilka lat temu szafiarstwo było niegroźną fanaberią szukających poklasku nastoletnich ekshibicjonistek modowych. Kto z nas nie uśmiechnął się pod nosem widząc w pobliskim parku sesję na tzw. blogaska, gdzie ta ładniejsza, odpowiednio przebrana, pozuje z nostalgią patrząc w dal, a ta mniej urodziwa pstryka foty z zacięciem Mario Testino. Dziś blogosfera modowa znaczy coś więcej niż kiedyś. Oczywiście wciąż pełno jest blogów kiepskich, ale jest też masa perełek - ciekawych, mądrych i/lub pięknych wizualnie.

      5. Że najlepszy blog to ten, którego (i dzięki któremu) właścicielka od dłuższego czasu funkcjonuje w przestrzeni medialnej jako modelka, celebrytka i ekspert ds.modowej blogosfery. Szczerze? Jestem przekonana, że istnieją lepsze blogi o tej tematyce, jednak ich autorki z różnych względów nie miały możliwości zbratania się z tzw.showbizem (lub nie chciały z niej skorzystać) - nie zostały twarzą marki modowej, nie występowały gościnnie w wielkich produkcjach TVN (Top Model, Kuba Wojewódzki Show), nie pozowały z Natalią Siwiec na ściankach przy okazji premier, pokazów, itp. Myślę, że przyznana nagroda to w dużej mierze wynik świetnej autopromocji Julii Kuczyńskiej.

       

      6. Że zawód "blogerka' powinien trafić na listę PKD.

      Mimo że nie przepadam za blogiem Maffashion, cieszę się z tej nagrody. Zastanawiam się tylko jak to przyznane przez Internet Standard wyróżnienie wpłynie na modową blogosferę. Czy przypadkiem nie zaowocuje wysypem blogerek nastawionych wyłącznie na szybką kasę i łatwą sławę? Co myślicie?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      well-dressed_mind
      Czas publikacji:
      czwartek, 27 czerwca 2013 20:07