Well-dressed mind

Moda nie wyklucza myślenia.

Wpisy

  • niedziela, 19 stycznia 2014
    • Powrót na salony

      Nie było mnie chwilę. Przepadłam.

      W obliczu planowanych i długo wyczekiwanych zmian zawodowych, zatraciłam się w nowej, fascynującej dziedzinie jaką jest coaching. Kolejne spotkania, warsztaty i zajęcia na uczelni utwierdzały mnie w przekonaniu, że "to jest TO", równocześnie oddalając mnie od pasji, jaką była moda. W pewnym momencie poczułam, że muszę wybrać albo jedno, albo drugie, opowiedzieć się po którejś ze stron. No bo przecież nie można zajmować się wszystkim na raz. Czasu mało, głowa tylko jedna, no i jak to będzie wyglądało ?!

      Oh, seriously?

      A dlaczego niby nie można tego połączyć?! I tak właśnie wymyśliłam coaching wizerunku. Co to jest?Coaching wizerunku  to proces, którego głównym celem jest wzmocnienie drugiej osoby (Klienta) oraz wspieranie go w realizacji celów i samodzielnym dokonywaniu zamierzonych zmian w oparciu o jego własne odkrycia, wnioski i zasoby, a także wspieranie go w działaniach zmierzających do odkrywania i maksymalizacji posiadanego potencjału głównie związanego z wizerunkiem zewnętrznym.

      Brzmi egzotycznie? Niebawem napiszę więcej. A tymczasem ogłaszam wielki powrót!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Powrót na salony”
      Tagi:
      Autor(ka):
      well-dressed_mind
      Czas publikacji:
      niedziela, 19 stycznia 2014 21:40
  • niedziela, 03 listopada 2013
  • środa, 30 października 2013
    • Alternatywne ikony mody #3

      Po kilku wpisach z serii „lubię zrzędzić jak stara baba w autobusie” wracam do tematu mody. Ale za to w jakim wydaniu!!

      Tilda Swinton. Brać na warsztat taką ikonę, to jak być Edytą Górniak i brać się za hymn. Jest ryzyko.  Ale co tam, spróbuję. Z góry zaznaczam, że z uwagi na totalne uwielbienie tekst nie będzie obiektywny. Nie będzie też zbyt obszerny, bo w obliczu stylizacji Tildy Swinton lepiej jest zamilknąć i po prostu sycić wzrok nieregularnymi fasonami sukienek, idealnie skrojonymi garniturami i charakterystyczną blond (lub rudą) fryzurą. 

      Jako posiadaczka niezwykłej, pozaziemskiej wręcz androgyniczno-elfiej urody, Switnon wygląda zjawiskowo we wszystkim. Absolutnie. Podejrzewam, że nawet w worku po ziemniakach (ups, znowu nieświadome odwołanie do Edyty Górniak) prezentowałaby się szałowo. Choć "szałowo” to nie jest najlepsze słowo do opisania stylu tej aktorki. Intrygująco? Elektryzująco? Tak chyba lepiej.

       Przeglądając jej historię występów na czerwonym dywanie wyraźnie rysuje się konsekwentny i charakterystyczny styl Swinton. To nie jest gwiazda, która dziś założy krótką sukienkę w stylu punk, jutro bohospódnicę, a przy okazji kolejnej gali pojawi się w eterycznej koronkowej sukni z trenem, by być w zgodzie modowymi wyznacznikami.  Wybory stylizacji nie są przypadkowe ani dyktowane aktualnymi masthewami. Swinton od lat wierna jest kilku projektantom. Haider Ackerman, Jill Sander, Alber Elbaz, Victor&Rolf to najbliższe jej osoby,z którymi ściśle współpracuje dobierając garderobę filmową i tę na wielkie wyjścia. Jak podkreśla, tylko osoby, które dobrze ją znają mogą mieć wpływ na to, jak wygląda.  

       Wydawać się może, że jeśli chodzi o modę Swinton reprezentuje swoisty meta-styl i jest daleko poza tym co propagowane. Jednak jej prawdziwy fenomen polega właśnie na tym, że genialnie  interpretuje trendy nie pozwalając modzie przyćmić swojej osobowości, zawładnąć nią. Każda stylizacja jest „jej” – perfekcyjnie dopasowana do sylwetki, nierozerwalnie połączona z typem urody, będąca odzwierciedleniem jej osobowości. Swinton jest chyba jedynym przypadkiem, gdzie to nie stój zdobi kobietę. To jej intrygująca uroda gra główną rolę, a strój jest jedynie dopełnieniem. Bo przecież najprostszy biały garnitur zyskuje nowy wymiar, gdy ma go na sobie Tilda Swinton.

       Niebanalne podejście do mody jest odbiciem nieszablonowego podejścia do życia i pracy. No bo czego można spodziewać się po kobiecie, która zamiast apartamentu w Los Angeles wybiera stare zamczysko w północnej Szkocji, przez lata oficjalnie żyje w związku z dwoma mężczyznami (mężem i kochankiem), na jeden dzień zostaje eksponatem w londyńskiej galerii Serpentine, a na wieść o przepisach dyskryminujących homoseksualistóww Rosji  odważnie demonstruje swoje poparcie dla środowisk LGBT, wymachując tęczową flagą na tle Kremla? Kariera zawodowa Switnon również wymyka się standardowym historiom w stylu Hollywood. Choć pierwsze kroki w świecie aktorstwa stawiała na scenie teatralnej, to zasłynęła przede wszystkim ze współpracy z Derekiem Jarmanem. Była jego muzą i jedną z ulubionych aktorek. Po śmierci mistrza wycofała się z życia artystycznego, by po dwóch latach powrócić. Ale nie jako gwiazda kasowych megahitów, a aktorka aktywnie wspierająca niskobudżetowe projekty. Dziś w dalszym ciągu chętnie występuje w filmach niezależnych. Nie boi podejmować się ról trudnych emocjonalnie (Musimy porozmawiać o Kevinie, Strefa Wojny) ani sesji, które są bawią się wizerunkiem (W czy AnOther).

      Niebawem nadarzy się kolejna okazja, by przekonać się o fenomenie tej aktorki – na ekrany wchodzi film Wesa Andersona The Grand Budapest Hotel, w którym Swinton gra…. staruszkę.

      

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      well-dressed_mind
      Czas publikacji:
      środa, 30 października 2013 16:06
  • czwartek, 17 października 2013
    • Moda wiodąca lud na barykady

      Branża modowa nie jest aż tak nierozgarnięta jak można by wnioskować na podstawie reportażu TVN, o którym ostatnio pisali wszyscy. Opróczzwolenników kreacji Karela Gotta i przeciwników mody prezentowanej przez Helmuta Khola  są też ludzie, których zainteresowania wykraczają poza obszar wyznaczony rondem swojego modnego kapelusza na głowie. Są wśród nas ludzie rozsądni i świadomi i przykładem na to jest list otwarty wystosowany niedawno do zarządu LPP S.A. Chodzi oczywiście o katastrofę w jednej z fabryk w Bangladeszu, w której produkowano między innymi ubrania marki Cropp. Tragedia pochłonęła setkę ofiar, a firma LPP poza próbami uzasadnienia wykorzystywania taniej siły roboczej, nawet nie przeprosiła.  Treść listu dostępna jest na profilu FB Utlra Żurnal.

      Na wieść o zainicjowanej przez Ultra Żurnal akcji, pomyślałam: no wreszcie! Wreszcie ktoś ma chęć i odwagę zaprotestować. Pikanterii dodaje fakt, że To chyba jeden z pierwszych tego typu przypadków w Polsce, gdzie część branży modowej oficjalnie krytykuje innego gracza rynku
      odzieżowego. I to gracza tak potężnego jak LPP. Jak wiadomo, z branżą warto dobrze żyć…

      Zastanowił mnie fakt, że choć strajki, protesty i wysypywanie zboża na tory my Polacy mamy we krwi i w zasadzie nie ma miesiąca bez manifestacji, demonstracji i palenia opon pod Sejmem, to rzadko porywamy się na mówienie NIE firmom, które nas ubierają czy żywią. A przecież stajemy
      się coraz bardziej świadomi. Zwracamy większą uwagę na to co jemy, co nosimy, jak żyjemy. Z uwagą czytamy metki i etykiety. Kalkulujemy relację ceny do jakości. Uczymy się odróżniać dobre od złego. Etyczne od niesprawiedliwego. Dlaczego więc z taką łatwością akceptujemy (lub też wypieramy) fakt, że nabywane przez nas ubrania produkowane są przez marki, których postępowanie nie zawsze można określić jako fair play. Przemysł odzieżowy pełen jest grzechów i drobnych przewinień, o których większość z nas na pewno wie. Począwszy od ściemnionych przecen (kiedy to cena „po przecenie” jest wyższa niż cena wyjściowa), przez promowany kanon tzw. piękna (rozmiar 0, itd.), skończywszy na wykorzystywaniu taniej siły roboczej przy produkcji odzieży oraz akceptowaniu skandalicznych, często niehumanitarnych wręcz warunków pracy w szwalniach. Czemu więc tak trudno nam powiedzieć „Nie. Nie zgadzam się.”  Nie zgadzam się na płacenie 1/10 minimalnej pensji krajowej za nieobszyty t-shirt, spódnicę bez podszewki czy swetry, które już po miesiącu niszczą się i prują. Nie zgadzam się na promowanie ekstremalnie wychudzonych modelek na wybiegu i na zabijanie zwierząt w celu pozyskania ładnego kołnierza
      do płaszcza.

      Czy zachodnie społeczeństwa są bardziej świadome, odważne, czy po prostu ludziom bardziej się chce? Co jakiś czas wybucha kolejna fashiongate skutkująca licznymi sprzeciwami organizacji społecznych lub samych konsumentów. Ot choćby protest Femenu przeciwko anorektycznym rozmiarom modelek, który miał miejsce rok temu przy okazji Milan Fashion Week. Na termin akcji dziewczyny wybrały pokaz Versace – nieprzypadkowo, bo przecież od dawna mówi się o anoreksji
      Allegry - córki Donatelli Versace.  

      Rok temu pisałam również o akcji protestacyjnej, którą zainicjował Greenpeace, po tym jak w mediach pojawiła się informacja o wykorzystywaniu przez marki odzieżowe (w tym ZARĘ) rakotwórczych substancji przy produkcji tkanin. W ramach akcji w 80 miastach na świecie przeprowadzono happeningi - aktywiści przebrani za manekiny z etykietami „Danger” barykadowali drogi wejścia do sklepów ZARY.

       

      www.taipeitimes.com

      Jedną z najświeższych akcji o charakterze kontestacyjnym jest ruch Cotton Or Nothing zwracający uwagę na wykorzystywanie przez marki odzieżowe  nieznanych materiałów, które mogą być groźne dla zdrowia noszących je osób. Cotton Or Nothing zgromadził już prawie 3000 członków. Więcej na ten temat na stronie www.cottonornothing.com

       

      www.cottonornothing.com

       

      Jak widać już po tych kilku przykładach, ludzie nie pozostają bierni wobec praktyk stosowanych przez przemysł odzieżowy. Regularnie na całym świecie organizowane są protesty przeciwko wykorzystywaniu taniej siły roboczej do produkcji ubrań i przenoszeniu fabryk na obszary znane z
      niehumanitarnych i zagrażających życiu warunków pracy.  Ba! Protestują nawet londyńscy studenci przeciwko bezpłatnym stażom oferowanym przez firmy odzieżowe, a uczniowie nowojorskiej Parsons School of Fashion buntują się na wieść o zatrudnieniu przez uczelnię znanego fana działalności Adolfa Hitlera - Johna Galliano.

      Czy list wystosowany do zarządu LPP S.A. jest  efektywną forma protestu? Kwestia dyskusyjna.
      Osobiście uważam, że do zmiany stanowiska firmy nie zmusi kartka z kilkoma, choćby najznamienitszymi nazwiskami. Jedynym realnym zagrożeniem, które może być początkiem zmian strategii firmy takiej jak LPP, jest spadek obrotów, czyli mniejsza sprzedaż. Całkowity bojkot sieciówek to utopia. Ale ograniczenie zakupów jest już realne. Nadarza się ku temu okazja, jako że w listopadzie, jak co roku, świętujemy Dzień Bez Zakupów. Może więc to dobry moment, by zrewidować nasze podejście do mody?

       

       

       

       

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      well-dressed_mind
      Czas publikacji:
      czwartek, 17 października 2013 19:46
  • wtorek, 08 października 2013